ForCamping s.r.o.

Porównanie

10 Porównywanie

Sekcja użytkownika

Zaloguj się

Koszyk

Koszyk

Twój koszyk jest pusty. Potrzebujesz pomocy z wyborem? Zajrzyj do poradnika lub napisz do nas.

Darmowa dostawa

299,00 

Czy wiesz, że oferujemy darmową dostawę przy zamówieniach powyżej 299,00 zł?

TEST: Warg Sirius 400 L – lekki i pakowny śpiwór, w którym nie zgubisz nawet własnego telefonu

Śpiwór Warg Sirius 400 L zabrałam na czterodniową wyprawę w Dolomity. Byłam ciekawa głównie tego, czy bez problemu zmieści się w plecaku razem z namiotem i matą, a także czy nie pozwoli mi szczękać zębami z zimna, gdy wieczorem w górach spadnie temperatura.

Testowała Zuzana Laštovková podczas czterodniowej podróży w Dolomity. Więcej informacji o testerce znajdziesz tutaj.

Szybka ocena

Warg Sirius 400 L przyjemnie zaskoczył mnie połączeniem niskiej wagi, pakowności i wygody. Na czterodniowej wyprawie w Dolomity bez problemu zmieścił się do 38-litrowego plecaka razem z resztą sprzętu, a podczas wędrówki praktycznie nie odczuwałam jego ciężaru.

Najbardziej obawiałam się chłodu, ale przy nocnych temperaturach w okolicach 15°C było mi wręcz gorąco. Moim zdaniem to bardzo udany śpiwór przede wszystkim na chłodniejsze noce, kiedy chcesz zaoszczędzić miejsce i wagę, ale nie zamierzasz oszczędzać na komforcie.

Seria produktów WARG Sirius

Ocena

Zalety

  • niska waga, w sam raz na kilkudniowe wędrówki
  • bardzo dobra pakowność
  • przyjemny w dotyku materiał
  • dużo przestrzeni i wygoda podczas snu
  • zamek się nie zacinał
  • listwa chroniąca zamek przed przenikaniem chłodu
  • dwukierunkowy zamek pozwalający na wentylację stóp
  • dobrze dopasowywany ściągacz wokół głowy (kaptur)
  • praktyczna kieszonka wewnątrz śpiwora
  • bezproblemowe pakowanie do worka kompresyjnego
  • worek kompresyjny i worek do przechowywania w zestawie
  • materiał nie szeleści głośno przy ruchu

Wady

  • podczas testów nie dopatrzyłam się żadnych wad
  • na cieplejsze, letnie noce okazał się dla mnie wręcz zbyt ciepły

Jak przebiegały testy

Pakując się na kilkudniowe trekkingi, staram się robić to z głową. Nie oznacza to jednak, że potrafię zrezygnować ze wszystkich zbędnych rzeczy – przyznaję bez bicia, że bywam pod tym względem trochę księżniczką i dorzucę do plecaka coś, bez czego technicznie rzecz biorąc mogłabym się obyć. Tym bardziej zależy mi na tym, by sam sprzęt outdoorowy był jak najlżejszy i pakowny.

Śpiwór zabrałam na czterodniową podróż w Dolomity, gdzie podczas wyjazdu spędziłyśmy dwie noce w namiocie. Jedną bezpośrednio w górach, a drugą na kempingu na wysokości 1 754 m n.p.m.

Choć w ciągu dnia panował straszny upał, w nocy temperatury spadały do około 15°C. Do tego nie zabrakło deszczu. Były to świetne warunki, żeby sprawdzić, jak zachowa się ten sprzęt. Zwłaszcza gdy jesteś cały dzień na nogach i marzysz tylko o odpoczynku, bo kolejnego dnia czeka Cię dokładnie to samo.

Najważniejsze, żeby nie zmarznąć

Zacznę od najistotniejszej kwestii – ostatecznie nie zmarzłam. Wręcz przeciwnie! :D

W przypadku serii Warg Sirius warto jednak wcześniej sprawdzić, po który model konkretnie sięgnąć. W ofercie znajduje się kilka śpiworów i quiltów z różną ilością wypełnienia puchowego, a co za tym idzie – o różnym przeznaczeniu temperaturowym. Nie wystarczy więc rzucić „biorę Siriusa”. Trzeba się trochę rozeznać w tym, co czeka nas na trasie, jak nisko mogą spaść temperatury i na tej podstawie dobrać odpowiedni wariant.

Ja miałam ze sobą model Sirius 400 L, którego temperatura komfortu wynosi około 1°C. Z racji tego, że marznę nawet we własnym domu, przed pierwszą nocą i tak miałam lekkie obawy, czy na pewno będzie mi ciepło. Przy naszych około 15°C okazały się one jednak zupełnie bezpodstawne, a w nocy było mi miejscami wręcz gorąco.

Okolice głowy można szczelnie ściągnąć, więc gdyby zrobiło się naprawdę zimno, mogłabym się w śpiworze solidnie zaszyć. Przetestowałam to na wszelki wypadek, żeby wiedzieć na przyszłość, ale podczas tych dwóch nocy zdecydowanie nie miałam takiej potrzeby.

Seria produktów WARG Sirius

Galeria zdjęć

Przestrzeń do spania i zamek bez cowieczornej walki

Śpiwór odpowiadał mi zarówno pod kątem przestrzeni, jak i długości. Miałam mnóstwo miejsca na ruchy i nic mnie nie krępowało, co dla kogoś, kto w nocy potrafi się wiercić chyba we wszystkich możliwych pozycjach, jest dość ważne. Bardzo przyjemny był też materiał, który nie szeleścił głośno przy przewracaniu się z boku na bok.

Przez cały czas testów zamek działał bezbłędnie i ani razu się nie zaciął. Ponadto jest osłonięty tak, by wokół niego nie przenikał chłód. Mocno doceniłam też dwukierunkowy zamek – kiedy w nocy robiło mi się zbyt ciepło, mogłam rozpiąć dolną część i przewietrzyć stopy bez konieczności rozpinania całego śpiwora.

Niezwykle praktyczna jest też mała kieszonka wewnątrz na telefon czy inne drobiazgi. Budząc się w nocy, nie trzeba niczego nerwowo szukać po namiocie czy na dnie śpiwora. Wystarczy wiedzieć, gdzie sięgnąć.

Mały w plecaku, wygodny w namiocie

Pakowność była dla mnie jedną z najistotniejszych kwestii w całym teście. Warg Sirius 400 L waży 890 gramów, a po spakowaniu mierzy około 30 × 17 cm, dzięki czemu bez problemu zmieścił się do 38-litrowego plecaka razem z resztą sprzętu. Nie musiałam z jego powodu kombinować z większym plecakiem, ani poświęcać połowy innych rzeczy. Co więcej, dzięki niskiej wadze, śpiwór nie był żadnym obciążeniem.

Pakowanie go z powrotem do worka kompresyjnego było proste, a paski ściągające działały bez walki. Mówię to jako osoba, która zdecydowanie nie ma talentu do upychania rzeczy do pokrowców tak, by wyglądały jak na początku.

W zestawie znajdują się dodatkowo dwa worki – kompresyjny na wyjazdy, kiedy walczysz o każdy centymetr przestrzeni, oraz obszerniejszy worek do przechowywania w domu.

Powiązane

Podsumowanie

Warg Sirius 400 L na pewno jeszcze nie raz zabiorę na podobną wyprawę w zimne góry. Połączenie niskiej wagi, pakowności i komfortu cieplnego świetnie się u mnie sprawdziło, nawet jeśli momentami było mi za gorąco. Podróżowało się z nim doskonale i spełnił moje oczekiwania. Dodatkowo doceniłam kieszonkę na telefon, który moim zdaniem zawsze lepiej mieć pod ręką.

Na naprawdę ciepłe, letnie noce na czeskich kempingach raczej bym po niego nie sięgnęła – przy temperaturach około 15°C było mi w nim już dość ciepło. Tym ważniejsze jest, by przed wyjazdem rzucić okiem na warunki, jakie nas czekają, i na tej podstawie dobrać odpowiedni model z serii Sirius.

Chcesz poznać inne propozycje od marki Warg? Sprawdź pełną ofertę.

WARG

Autorka testu: Zuzana Laštovková

"Choć w głębi duszy jestem typową dziewczyną z miasta, to kiedy już wyruszam w góry, zdecydowanie nie idę na łatwiznę. Po kilku latach regularna, wielodniowa turystyka stała się naszą rodzinną tradycją i nie wyobrażam sobie już roku bez letnich i zimowych wyzwań na szlaku.

W góry nie jeżdżę tylko dla pięknych widoków. Lubię pod koniec dnia czuć wszystkie przebyte kilometry w nogach. A kiedy chcę dać z siebie maksimum, to ważne jest dla mnie, by mieć pod ręką sprzęt, na którym mogę bezwzględnie polegać."

Artykuły na podobny temat

TEST: Fjällräven Kajka X-Lätt 45 S/M – lekki plecak na wielodniowe wędrówki, z którym trzeba znaleźć wspólny język

TEST: Fjällräven Kajka X-Lätt 45 S/M – lekki plecak na wielodniowe wędrówki, z którym trzeba znaleźć wspólny język
Plecak Fjällräven Kajka X-Lätt 45 S/M zabrałam na około stukilometrowy odcinek szlaku Stezka Českem, żeby sprawdzić, jak poradzi sobie podczas całodziennego marszu i czy pomieści sprzęt na kilka dni. Byłam też ciekawa, jak zniesie obciążenie rzędu 10–12 kilogramów. Pierwszego dnia trochę ze sobą walczyliśmy, ale z czasem udało nam się dogadać.

TEST: Warg Carbon Trailrunner – lekkie kije trailowe na długie dystanse i górskie wędrówki

TEST: Warg Carbon Trailrunner – lekkie kije trailowe na długie dystanse i górskie wędrówki
Kije trailowe Warg Carbon Trailrunner zabrałam na trasę Krakonošova 50, żeby sprawdzić, jak poradzą sobie podczas naprawdę solidnego marszu. Czekało na nie 50 kilometrów z przewyższeniem sięgającym blisko 2000 metrów, gdzie długie podejścia przeplatały się z płaskimi odcinkami, wszechobecnym zmęczeniem i morderczymi upałami. Byłam ciekawa przede wszystkim tego, czy faktycznie mi pomogą, czy po kilku kilometrach staną się po prostu kolejnym balastem, który targam ze sobą „na wszelki wypadek”.