TEST: Fjällräven Kajka X-Lätt 45 S/M – lekki plecak na wielodniowe wędrówki, z którym trzeba znaleźć wspólny język
Testowała Kateřina Laštovková podczas 5. etapu północnej odnogi Szlaku Czeskiego. Więcej informacji o testerce znajdziesz tutaj.
Szybka ocena
Fjällräven Kajka X-Lätt 45 S/M sprawdził się jako lekki i pojemny plecak na wielodniowe trekkingi. Najbardziej doceniłam świetną wentylację pleców, sprytnie zaprojektowane kieszenie i wyjmowaną wewnętrzną torebkę, którą można zabrać osobno na krótsze wyjścia.
Pierwszego dnia znalezienie odpowiednich ustawień zajęło mi dłuższą chwilę, a przy obciążeniu około 12 kilogramów plecak nie należał do najwygodniejszych. Jednak po lekkim odciążeniu i dociągnięciu pasków ułożył się na plecach znacznie lepiej. Na podobną wędrówkę zabrałabym go ponownie, pilnując jedynie, żeby waga sprzętu zamknęła się w okolicach dziesięciu kilogramów.
Ocena
Zalety
- niska waga
- wystarczająco dużo miejsca na wielodniowy trekking
- dobra wentylacja pleców
- boczne kieszenie z dostępem od góry i z boku
- praktyczne kieszonki na pasie biodrowym
- wyjmowana wewnętrzna kieszeń
- nie krępował ruchów podczas przeciskania się między skałami
- zawartość nie przemokła nawet podczas lekkiego deszczu
Wady
- przy wadze około 12 kilogramów pierwszego dnia nie leżał najwygodniej
- znalezienie odpowiedniego ustawienia wymagało trochę czasu
Jak przebiegały testy
Plecak testowałam podczas 5. etapu północnej odnogi Szlaku Czeskiego. Trasa zaczynała się w Żaclerzu i po około 100 kilometrach kończyła w miejscowości Velké Poříčí. Prowadziła przez Skały Adrszpasko-Teplickie i Ściany Broumowskie.
W drodze spędziłam pięć dni. Jedną noc spałam pod skalnym nawisem, jedną pod tarpem, jedną na kempingu i jedną w pensjonacie. Plecak musiał więc pomieścić kompletny sprzęt na kilka dni i przetrwać schody, wąskie przejścia oraz wspinaczkę po skałach.
Złapał nas też przelotny deszcz. Wszystko wewnątrz plecaka pozostało suche.

Pierwszego dnia trochę się docieraliśmy
Pierwszego dnia niosłam około 12 kilogramów i początki nie należały do najprzyjemniejszych. Szelki wrzynały mi się w ramiona, a pas biodrowy uciskał plecy. Dlatego przez pierwsze dwadzieścia kilometrów szukałam właściwego ustawienia i kombinowałam, jak najlepiej ułożyć plecak.
Drugiego dnia ładunek był o jakieś 1,5 kilograma lżejszy, a ja miałam już lepiej wyregulowane paski. To właśnie wtedy zaczęliśmy się lubić. Moim zdaniem największą różnicę zrobiła po prostu mniejsza waga. Z obciążeniem rzędu dziesięciu kilogramów plecak niósł się już o wiele bardziej komfortowo.
Dużo miejsca i świetnie wentylowane plecy
Plecak bez najmniejszego problemu pomieścił cały sprzęt na wielodniowy trekking. Mimo upałów plecy miały świetną wentylację i ani przez chwilę nie czułam, że plecak przykleił mi się do ciała niczym druga warstwa ubrań.
Podczas wchodzenia po schodach, przeciskania się w skałach czy w wąskich korytarzach w ogóle nie krępował ruchów. Pewnie trzymał się na plecach i nie przeszkadzał nawet wtedy, gdy szlak przypominał bardziej górski plac zabaw niż zwykłą trasę turystyczną.
Powiązane
Kieszenie, do których sięgnę w marszu
Największe brawa należą się za dwie boczne kieszenie z dostępem od góry i z boku. Mogłam wyciągnąć butelkę z wodą w trakcie marszu, bez konieczności zdejmowania plecaka. Na długiej trasie to właśnie ten rodzaj detalu, który kilka razy dziennie wywołuje uśmiech na twarzy.
Mega praktyczne okazały się też dwie kieszonki na pasie biodrowym. Do jednej bez problemu wszedł telefon, a w drugiej trzymałam gumowe końcówki do kijów trekkingowych.
Kapitalnym pomysłem jest wyjmowana wewnętrzna kieszeń. Zabrałam ją na około 14-kilometrowy spacer po Skałach Adrszpasko-Teplickich, podczas gdy duży plecak został na kempingu Kamenec. Torebka bez problemu zmieściła dokumenty, portfel, telefon i inne drobiazgi, które chciałam mieć przy sobie. Dzięki temu nie musiałam targać całego plecaka dla paru niezbędnych rzeczy. Wodę niosłam tym razem po prostu w ręce.
Galeria zdjęć
Podsumowanie
Kiedy po pięciu dniach dotarłam do Velkégo Poříčí, wszystko było jasne. Sprawdził się jako lekki i wystarczająco pojemny kompan na wielodniowy trekking. Przygotuj się jednak na to, że dopasowanie go idealnie pod swoje gabaryty zajmie Ci dłuższą chwilę.
Na podobną trasę zabrałabym go ponownie. Zwróciłabym tylko uwagę na to, żeby waga ekwipunku nie przekroczyła magicznej granicy dziesięciu kilogramów. Po siedemdziesięciu kilometrach zaczął wprawdzie trochę skrzypieć, ale w żaden sposób nie odbiło się to na jego funkcjonalności.


































