ForCamping s.r.o.

Sekcja użytkownika

Zaloguj się

Koszyk

Koszyk

Twój koszyk jest pusty. Potrzebujesz pomocy z wyborem? Zajrzyj do poradnika lub napisz do nas.

Darmowa dostawa

299,00 zł

Czy wiesz, że oferujemy darmową dostawę przy zamówieniach powyżej 299,00 zł?

TEST: Zulu Dreamtime Spring – ciepła mumia, która nie krępuje ruchów

Lubię śpiwory typu mumia za ciepło, które dają, ale czasem przeszkadza mi w nich uczucie ciasnoty. Dlatego Zulu Dreamtime Spring zainteresował mnie głównie jednym, nieco nietypowym patentem – dzięki zamkom po obu stronach można łatwo wystawić z niego ręce, bez konieczności rozpinania całego śpiwora. Przez kilka nocy, od wiosny do jesieni, sprawdzałam też, jak grzeje, jak się pakuje i czy pozostałe rozwiązania faktycznie się sprawdzają.

Testowała Vendula Kořínková podczas kilku nocy pod namiotem, od wiosny do jesieni. Więcej o testerce przeczytasz tutaj.

Szybka ocena

Zulu Dreamtime Spring przypasował mi głównie jako wygodny, trzysezonowy śpiwór na kemping i do podróżowania samochodem. Podczas nocy z temperaturą około 5°C było mi w nim przyjemnie ciepło, a dzięki zamkom po obu stronach nie czułam się tak „uwięziona”, jak w klasycznej mumii.

Nie jest to śpiwór, który zabrałabym na wielodniowy trekking z plecakiem, ponieważ jest dość duży i ciężki. Jeśli jednak stawiasz na komfort, a nie liczysz każdego grama, ten model oferuje kilka naprawdę praktycznych detali.

Ocena

Zalety

  • przyjemnie grzeje nawet w okolicach 5°C
  • możliwość wystawienia rąk bez rozpinania całego śpiwora
  • rzep na wysokości klatki piersiowej
  • przyjemny w dotyku materiał wewnętrzny
  • kieszonka na drobiazgi
  • poszerzona przestrzeń w strefie stóp
  • praktycznie zaprojektowany worek kompresyjny
  • wystarczająco dużo miejsca dla osoby o wzroście 167 cm

Wady

  • dość duży i ciężki na wielodniowe wędrówki z plecakiem
  • materiał czasami wcina się w zamek
  • prawy zamek boczny kilka razy przypadkowo rozpiął mi się do końca

Jak przebiegały testy

Śpiwór testowałam trzykrotnie pod namiotem. Pierwszy raz wiosną przy temperaturze około 5°C, potem latem, gdy wieczorami było około 10°C, i wreszcie jesienią, ponownie przy temperaturach w okolicach 5°C.

Za każdym razem łączyłam go z matą samopompującą Warg Radon Mummy 5. Spałam w bawełnianej koszulce i legginsach, a dla pewności miałam pod ręką jeszcze kamizelkę i czapkę. Jestem rasowym zmarzluchem i nie lubię odkrywać w środku nocy, że przeceniłam swoje możliwości termiczne. Ostatecznie jednak dodatkowe warstwy okazały się zbędne.

Pięć stopni? Cieplutko

Deklarowana temperatura komfortu w Zulu Dreamtime Spring wynosi 0°C. Kobiety i osoby, które szybciej marzną, powinny jednak zakładać pewien margines, dlatego dla siebie przyjęłam bezpieczną granicę około +5°C. Testowany wariant przeznaczony jest na wzrost do 175 cm, waży 1,4 kg, a po spakowaniu mierzy 36 × 22 cm. Przy moim wzroście 167 cm rozmiar był idealny i miałam w środku mnóstwo przestrzeni.

Podczas nocy z temperaturą w okolicach 5°C było mi przyjemnie ciepło. Lekki chłód w twarz poczułam dopiero nad ranem, ale wystarczyło głębiej się schować i mocniej zaciągnąć kaptur wokół głowy.

Z kolei podczas letnich testów przy około 10°C było mi w śpiworze wręcz za gorąco. Rozwiązałam to w najprostszy możliwy sposób – rozpięłam go i używałam jak kołdry.

Ręce na zewnątrz i wciąż ciepło

To właśnie ten patent spodobał mi się w śpiworze najbardziej. Po obu stronach znajdują się zamki sięgające do połowy długości, dzięki czemu można swobodnie wystawić ręce, a górną część zapiąć na rzep na wysokości klatki piersiowej, żeby nie tracić ciepła.

W klasycznych mumiach czasami dopada mnie uczucie klaustrofobii. Kiedyś radziłam sobie z tym, rozpinając śpiwór, ale wtedy szybko marzłam w klatkę piersiową. Tutaj po prostu wystawiłam ręce, a reszta ciała pozostawała przyjemnie otulona.

I nie korzystałam z tego tylko podczas snu. Przydawało się to za każdym razem, gdy chciałam sięgnąć po telefon, napić się herbaty albo przytulić do chłopaka, bez konieczności wygrzebywania się ze śpiwora.

Przestrzeń, kieszonka i zamki

Kolejnym ciekawym rozwiązaniem jest możliwość powiększenia przestrzeni w okolicach stóp. Przetestowałam ten zamek tylko dlatego, że wiedziałam o jego istnieniu, ale na tym moje korzystanie z niego w zasadzie się skończyło. Nawet bez poszerzania miałam wystarczająco dużo miejsca i przez kolejne noce nie przyszło mi do głowy, by go otwierać.

Wewnątrz znajduje się też mała kieszonka na drobiazgi. Ja chowałam do niej telefon i gumki do włosów – dokładnie to, czego normalnie regularnie szukam po całym namiocie, ale spokojnie zmieściłby się tam portfel, klucze czy inne drobiazgi.

Materiał wewnętrzny okazał się miękki i przyjemny w dotyku, a śpiwór nie szeleścił głośno przy każdym ruchu. Małe zastrzeżenie mam do zamków – materiał lubił się w nie od czasu do czasu wcinać, a prawy zamek można całkowicie rozdzielić, podobnie jak w kurtce. Kilka razy zdarzyło mi się przypadkowo całkowicie wysunąć suwak. Nie jest to wada fabryczna, ale mocowanie się z tym po ciemku do najprzyjemniejszych nie należy.

Galeria zdjęć

Pakowanie i dla kogo to dobry wybór

Samo pakowanie śpiwora przebiegało bez większych problemów. Szczególnie do gustu przypadł mi worek kompresyjny, w którym oprócz pasków ściągających zastosowano klamry. Dzięki temu przy każdym wyciąganiu śpiwora nie muszę wszystkiego całkowicie luzować, a potem znowu na siłę dociągać.

Jednak po spakowaniu Dreamtime Spring zdecydowanie nie jest ultralekkim maleństwem. Na wielodniowy trekking, gdzie cały dobytek nosiłabym na plecach, wybrałabym coś znacznie mniejszego i lżejszego.

Za to do bagażnika samochodu czy na kemping jego rozmiar zupełnie mi nie przeszkadza, a wręcz wydaje mi się wciąż całkiem kompaktowy. Świetnie wyobrażam sobie też spanie w nim w domkach kempingowych czy schroniskach, kiedy wolisz zrezygnować z miejscowej pościeli i zakopać się we własnym śpiworze.

Powiązane

Podsumowanie

Zulu Dreamtime Spring poleciłabym przede wszystkim miłośnikom kempingu, osobom podróżującym samochodem albo tym, którzy szukają własnego śpiwora na noclegi w domkach. Najbardziej ujęło mnie w nim połączenie komfortu termicznego z nieporównywalnie większą swobodą ruchów niż w klasycznej mumii.

Jeśli jednak liczysz każdy gram i planujesz nosić sprzęt przez kilka dni na własnych plecach, zdecydowanie rozejrzałabym się za mniejszym i lżejszym modelem.

Autor tekstu: Vendula Kořínková Tester

"Czas wolny najchętniej spędzam na zewnątrz. W weekendy wyruszamy głównie na wycieczki i trekkingi po Czechach, a dłuższe urlopy najczęściej spędzamy w Alpach.

To właśnie w otoczeniu przyrody najlepiej potrafię wyłączyć myślenie, a oprócz samego przebywania na szlaku, kręci mnie wszystko, co jest z tym związane. Uwielbiam wejść na jakiś szczyt albo ruiny zamku, a poza turystyką pieszą chętnie wsiadam na rower, rolki, a zimą na narty."

Artykuły na podobny temat

TEST: Salomon Genesis 2 – stabilne buty trailowe w techniczny teren

TEST: Salomon Genesis 2 – stabilne buty trailowe w techniczny teren
Salomon Genesis 2 zabrałem w lasy Małej Fatry oraz na szutrowe ścieżki, żeby sprawdzić, jak poradzą sobie w zróżnicowanym terenie. Najbardziej interesowała mnie stabilność, przyczepność oraz to, czy oprócz biegów trailowych dadzą radę również podczas lżejszej turystyki.